W sobotę 26 września br. Fado (tak nazwaliśmy tego malucha z lasu), zamieszkał pod Warszawą. Jego opiekunami są młodzi i odpowiedzialni ludzie. Fado będzie mieszkał w domu z ogrodem, w wielopokoleniowej rodzinie. Wiemy, że będzie tam szczęśliwy. Poniżej zdjęcia z pierwszych chwil w nowym miejscu. Oczywiście po chwili zabawy, usnął ....... ;).
Blog poświęcony psom bezdomnym, które stanęły na Naszej drodze / Blog dedicated to homeless dogs that stood in our way.
wtorek, 29 września 2015
sobota, 19 września 2015
Znaleźlismy go w lesie - We found him in the forest
19.09.2015 r. - Dzisiejszy spacer z naszymi psami po lesie, dostarczył nam wile wrażeń. Szliśmy wąską ścieżką, kiedy nagle nasze psy stały się niespokojne, podekscytowane. Ogarnął Nas strach, że spotkaliśmy np. dzika z małymi ...., niestety to co zobaczyliśmy było znacznie bardziej przerażające. W wykopanym przez człowieka dole, leżały trzy małe szczeniaki, jak się potem okazało tylko jeden był żywy. Dwie martwe suczki i jeden żywy piesek. Na widok człowiek piesek merdał ogonkiem i widać było, że się cieszy. Nie zdawał sobie sprawy, że jego siostry nie żyją. Zabraliśmy malucha do domu, a suczki zasypaliśmy w tamtym dole. Mały zdawał się być był pogodny i szczęśliwy, łapczywie napił się wody i zjadł trochę psich chrupek. Nasze psy zostały w domu a my pojechaliśmy do weterynarza, maluch został zbadany, wiek ok 1-3 miesiące, waga 2,6 kg, pchły i dużo energii. Dostał zestaw do odrobaczania i wróciliśmy do domu. Będziemy go obserwować, po odrobaczeniu zaszczepimy go i poszukamy mu jakiegoś wspaniałego domu...........
niedziela, 13 września 2015
III bieg Poziomki 2015 r.
Bieg w którym uczestnicy przekazują karmę dla bezdomnych zwierząt, Józefów koło Legionowa ul. Poziomkowa, Stowarzyszenie Kundellos.
Proponuję oglądanie w jakości 480p. :)
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Cygan - ostatnie 35 dni - Cygan - the last 35 days
Cygan - stary, duży, czarny pies, który nigdy nie mieszkał w domu, trafił do nas w październiku 2014 r., był bardzo chory, przyjmował dużo leków, poruszał się z trudem ale w oczach miał chęć życia. Zamieszkał w budzie, którą kupiliśmy i wyremontowaliśmy specjalnie dla niego, tylko dlatego że nie był wstanie sam wejść po schodach do domu. W budzie miał ciepło, kołdry koce itp., ale przede wszystkim spokojnie, z dala od zgiełku schroniska. Nasze stado obwąchało go, trochę poszczekało i ostatecznie nie zwracało na niego uwagi. Cygan miał tzw "zwiechy" potrafił stanąć w miejscu i stać tak przez dłuższą chwilę przewracając tylko oczami. Szybko nauczył się poruszania po posesji, chodził swoimi ścieżkami, wąchał i delektował się ciszą, taki spacer trwał ok 2 godzin. Bardzo podobało mi się przytulanie i czesanie. W czasie jego pobytu na naszej posesji działali pracownicy remontujący dom, podczas jednej z przerw śniadaniowych zostawili na stole kiełbasę, Cygan zwęszył szansę i zwędził im śniadanie. Uciekał z kiełbasą do budy niczym młodzieniaszek :), to był dla niego ogromy sukces, widać to było po ogonie, który latał jak szalony. Niestety mimo podawania regularnie leków i posiłków (miał mu to pomóc) Cygan z dnia na dzień czuł się coraz gorzej, coraz słabiej chodził, z trudem załatwiał swoje potrzeby, robił je coraz bliżej budy. Guz na jego łopatce był już wielkości piłki nożnej, w końcu przyszedł dzień, że Cygan nie był w stanie wyjść z budy o własnych siłach, załatwił się pod siebie. Wówczas z ogromnym bólem serca, postanowiliśmy skrócić jego cierpienie i zawieźliśmy do go weterynarza, gdzie odszedł wśród szczerych łez. Można sobie zadać pytanie czemu nie wcześniej ? dlaczego, a to dlatego, że przez te 35 dni, mimo że chory i zbolały, był bardzo szczęśliwy. Ktoś go pokochał, ktoś się o niego troszczył, głaskał i czesał, mógł swobodnie chodzić po zielonej trawce, nikt nie szczekał i nie warczał, to był po prostu tylko spokój. Po cyganie została nam buda, i wspomnienie jego błysku w oczach, oczach które nie pasowały do schorowanego i wycieńczonego ciała, odszedł w listopadzie 2014 r.
Cygan na spacerze
Cygan na spacerze
piątek, 28 sierpnia 2015
Master najlepszy przyjaciel ... cz 1 - Master - the best friend .... part 1
Urodził się 11 listopada 2000 r. jego ojciec był championem Polski, u mnie pojawił się w styczniu 2001 r. miał wówczas 8 tygodni, kupiłem go na giełdzie w warszawie (wtedy tak funkcjonowała koło warszawskich łazienek). Nazywali go "ZORBA różowa furia" ja go nazwałem Master, był moim pierwszym psem, a jak się potem okazało przez prawie 10 lat najlepszym i najwierniejszym przyjacielem. Rasa jak na pierwszego psa to duże wyzwanie - American Staffordshire Terrier umaszczony po irlandzku :). Master był psem o bardzo silnym charakterze, jednocześnie w 100 % oddanym swojemu panu. Spędzaliśmy wiele czasu razem, on zazwyczaj spał przez czas kiedy byłem w pracy, po powrocie długi spacer i zabawa, a wieczorem przytulanki i siłowanki. Rozwijał się prawidłowo ale co jakiś czas pojawiały się drobne kłopoty zdrowotne. Przed ukończeniem 2 lat, byliśmy z Masterem na szkoleniu "pies przyjaciel", był naprawdę pilnym uczniem i widać było że sprawia mu to przyjemność. Kiedy skończył 25 tygodni zabrałem go, tylko z ciekawości, na wystawę psów rasowych, Mimo, że publiczności podobał się najbardziej to sędziowie przyznali mu dopiero 5 miejsce w tej grupie wiekowej, niestety pierwsze 4 miejsca dostały psy z zawodowych hodowli, aha i Master jako jedyny przedstawiciel tej rasy na wystawie, nie miał obciętych uszu :). Kiedy skończył 3 lata, umówiłem go na randkę z suczką koleżanki Tosią, w wyniku czego na świat przyszło aż 9 szczeniaczków. Master nawet nie odnotował faktu że jest ojcem, taki niebieski ptak ;) żuł dalej oddany swemu Panu. Zabierałem go na mecze również wyjazdowe, drużyny piłki nożnej grającej w lidze mazowieckiej, razem kibicowaliśmy, miał nawet swój szalik. W wieku 4 lat pojawiły się oznaki raka, musieliśmy przeprowadzić operację diagnoza rak prostaty teraz wiem, że trzeba było go wykastrować wcześniej - może żył by dłużej. Master uwielbiał nosić kamienie brukowe i duże kawałki drewna, kochał także pływać, woda to był jego żywioł. Pierwsze nurkowanie zaliczył na mazurach w jeziorze spychowskim, wówczas odkrył jakie to jest super, a w połączeniu z rzucanym kijem, sprawiało że nie chciał wychodzić z wody......
Master z ukochanym misiem.
Na mazurach w oczekiwaniu na kijek rzucony do wody.
Master z ukochanym misiem.
Na mazurach w oczekiwaniu na kijek rzucony do wody.
Przed meczem drużyny piłki nożnej.
wtorek, 11 sierpnia 2015
Wspólny posiłek stada / dogs eat together
Trochę czasu nam zajęło ale udało się, teraz każdy zjada posiłek ze swojej miski i bez żadnych awantur. Podajemy im karmę jednocześnie, każdy podchodzi do swojej miski i zjada do końca. Potem są wycieczki po pustych miskach i sprawdzanie czy ktoś coś zostawił. Ale próżno szukać nawet ziarenka, wymiecione do cna. Psy nie są przejedzone i nie grymaszą. Lekcje tego typu karmienia braliśmy od pana Bronka (serdecznie pozdrawiamy).
piątek, 31 lipca 2015
Trąbka vel. Babula z Sandomierza cz.2
Nasza Trąbka ma już ponad 21 lat, mimo to jest pełna życia i spragniona uczuć człowieka.
Jak bardzo była skrzywdzona, tego się nigdy nie dowiemy, ale sam fakt, że panicznie boi się gdy widzi człowieka, boi się gwałtownych ruchów czy nawet głośniejszych rozmów, mówi nam wiele o jej życiu. Jest u nas ok 20 miesięcy, w tym czasie została poddana sterylizacji, stwierdziliśmy także że na jedno oko widzi w 80% a na drugie tylko w ok 10%. Przez cały czas od kiedy jest u nas, atakuje inne psy kiedy pojawią się w jej terytorium (po przeprowadzce jest to sypialnia na piętrze). Trąbka uwielbia być głaskana, szczególnie po zadku :), lubi też pokazywać brzuszek i żąda wówczas pieszczot, zamyka oczy i delektuje się każdym ruchem ręki. Po operacji poczuła się jak młody pies, biega razem z innymi, szczeka na intruzów, o poranku i wieczorem zawsze wychodzi sama na obchód po ogrodzie, ma swoje miejsca które musi sprawdzić. Po obchodach biegnie do człowieka żeby dać znać, że wszystko zostało sprawdzone. Jej kolejną ulubioną czynnością jest wylegiwanie się na miękkich posłaniach, to może robić godzinami :) Przed nami wiele cudownych dni w jej towarzystwie i oby zdrowie jej dopisywało. Trzymajcie za nią kciuki ........
Trąbka na łóżeczku w miękkiej pościeli.
Jak bardzo była skrzywdzona, tego się nigdy nie dowiemy, ale sam fakt, że panicznie boi się gdy widzi człowieka, boi się gwałtownych ruchów czy nawet głośniejszych rozmów, mówi nam wiele o jej życiu. Jest u nas ok 20 miesięcy, w tym czasie została poddana sterylizacji, stwierdziliśmy także że na jedno oko widzi w 80% a na drugie tylko w ok 10%. Przez cały czas od kiedy jest u nas, atakuje inne psy kiedy pojawią się w jej terytorium (po przeprowadzce jest to sypialnia na piętrze). Trąbka uwielbia być głaskana, szczególnie po zadku :), lubi też pokazywać brzuszek i żąda wówczas pieszczot, zamyka oczy i delektuje się każdym ruchem ręki. Po operacji poczuła się jak młody pies, biega razem z innymi, szczeka na intruzów, o poranku i wieczorem zawsze wychodzi sama na obchód po ogrodzie, ma swoje miejsca które musi sprawdzić. Po obchodach biegnie do człowieka żeby dać znać, że wszystko zostało sprawdzone. Jej kolejną ulubioną czynnością jest wylegiwanie się na miękkich posłaniach, to może robić godzinami :) Przed nami wiele cudownych dni w jej towarzystwie i oby zdrowie jej dopisywało. Trzymajcie za nią kciuki ........
Trąbka na łóżeczku w miękkiej pościeli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





